Przyznam szczerze, zbierałam się strasznie długo do napisanie tej recenzji, zmotywował mnie jednak pierwszy śnieg! No dobra, będą same superlatywy! Poza tym już powolutku stuff na nadchodzący sezon pojawia się w sklepach. Cobra 2013/14 wyszła spod pras nie w Stanach, nie w kanadzie, ani nawet nie w Austrii ani tym bardziej w Chinach – zdecydowanie bliżej – w Polsce! Contract Snowboards zdecydowanie pokazał że wie, o co chodzi w snowboardowym biznesie.

Na pierwszy ogień dajmy grafikę. A co tam, możemy, w końcu to damska deska. Cobra 2013/14 prezentuje się wyjątkowo zacnie i kobieco. Jest kolorowa, błyszcząca, subtelna, ale zupełnie nie kiczowata. Cały ten glamour równoważy jednak ascetyczna grafika na ślizgu, czarne tło, a na nim żółte logo producenta: Contract. Wygląda to aż nadto dziwnie, ale nie jest to złe połączenie.

Osobiście preferuję miękkie i krótkie deski, ale Cobrę miałam w rozmiarze 151. Była dosyć sztywna, ale nie można powiedzieć o tym nic negatywnego, wcinała się w lód jak zła! Jej długość też okazała się plusem, jeśli chodzi o jazdę w puchu – Cobra dosłownie płynęła. Teoretycznie wynika z tego, że w parku powinno być nieco gorzej… ale nic z tych rzeczy, Cobra wymiatała na boxach. Jedyny problem miałam z pressami, tutaj sztywność była jednak zbyt duża, ale w sumie… nie można mieć deski do wszystkiego.

W desce zastosowano technologię Snake transition, która w pierwszej chwili wydaje się być odpowiedzią na Mervinowe magne-traction. Jednak nie do końca. Działanie Snake transition jest nieco inne, nadaje sprężystości temu desiwu i powoduje lepsze prowadzenie. Jest tym, co spowodowało, że deska bez mojego ukochanego TBT, stała się moim ulubionym drewnem! Będę szczera i przyznam, że po spróbowaniu i przyzwyczajeniu do desek z TBT, obawiałam się braku tego rozwiązania, ale… Contract zastosował podobne, autorskie rozwiązanie. T.R.I.P technology sprawdza się mega dobrze!
Najlepszą rekomendacją, niech będzie fakt, że pomimo moich ubiegłorocznych zachwytów nad kocurem od Lobstera, tbt, miękkość itp mojego kota ujeżdżałam na zmianę z Cobrą!
Generalnie nie lubię długich, twardszych desek, bliższe są mi jibbowe, a dotychczas moim ideałem był właśnie damski Kocur od Helgasonów. Cobra, trafiła pod moje stopy do testów na poznańskiej Malcie, gdzie na oblodzonym stoku, Kot sprawiał problemy, kiedy zaczynał tańczyć na lodzie… Cobra miała być tylko na Maltę… a stała się moją drugą podstawową deską także na lodowcu.

Cieszyłyśmy się sobą prawie cały sezon!
Zarówno technologicznie, jak i wizualnie, jesteśmy sobie przeznaczone!
Cobra wymiata!

313431_625937074088942_1744290581_n

Previous post

Gniazdo sprawdza - Anon M2

Next post

Red Bull Collective Art - został już tylko tydzień na zgłoszenia

The Author

Justyna

Justyna