W tym sezonie hitem na stokach jest tzw freeride czyli jazda poza wyznaczoną trasą. Może porządna tegoroczna zima skłoniła pasjonatów snowboardu do wyjazdu poza trasa, a może jest to kolejna moda. Jak w każdym przypadku, powodów jest wiele i choć boki stoków są już bardziej rozjeżdżone niż wyznaczone trasy to freeride trwa na dobre. Tak czy inaczej, są w Polsce pasjonaci freeridu, którzy dla jednego dobrego zjazdu w nieskalanym puchu zrobią wiele. Między innymi jest to ekipa Ronin Snowboards, która w tym roku wyruszyła w poszukiwaniu nowych freeridowych doznań aż do Gruzji! Zapraszamy na krótką opowieść Ronin’ów o swojej epickiej wyprawie.

„Do odwiedzenia Kaukazu nasza ekipa przygotowywała się już dawno. Zachęcani opowieściami naszych znajomych z Rosji i rozpalani perspektywami ogromnych przestrzeniach nierozjeżdżonego puchu musieliśmy to sprawdzić. Okazja nadarzyła się w tym sezonie i na przełomie lutego/marca postanowiliśmy odwiedzić mistyczne Gudauri.

Większość z Was pewnie zastanawia się czemu mistyczne? Powodów jest co najmniej kilka: historia powstania ośrodka, położenie w masywie drugiego co do wielkości szczytu Kaukazu – Kazbega (5033 m.n.p.m), ogromne przestrzenie do uprawiania freeride’u, niesamowita atmosfera no i oczywiście gruzińska gościnność. Ośrodek powstał w latach 80tych XX wieku, w czasach Związku Radzieckiego by urozmaicić ciężki żywot dygnitarzy. Po odzyskaniu niepodległości popadł w ruinę, przyczyniły się do tego prowadzone przez Gruzję wojny (Gudauri leży na tzw. gruzińskiej drodze wojskowej na wysokości 2000 m.n.p.m) ale obecnie przechodzi kolejną modernizację i w ciągu najbliższych lat planowane są tu spore inwestycje.

Przełom lutego/marca to najlepszy moment by odwiedzić kurort, temperatury nie są już tak srogie jak w styczniu i lutym, stabilność śniegu jest już spora i jest go wystarczająco by móc rozkoszować się najrozmaitszymi liniami o dowolnym stopniu trudności. Rozochoceni obietnicą śniegu po pas z takim nastawieniem wyruszyliśmy na naszą wyprawę. Tym większym było nasze zaskoczenie gdy zobaczyliśmy wypalone słońcem południowe stoki i twarde zmrożone ściany północne po drodze z lotniska do kurortu. Jednak los miał nam to wynagrodzić bowiem dosłownie kilka godzin po naszym przyjeździe doświadczyliśmy świeżego opadu. Jak się później okazało jednego z kilku, które suma summarum przyniosły nam ponad metr śniegu.

Wszystko to spowodowało, że w ciągu zaledwie 9 dni jazdy mięliśmy okazję pojeździć w każdym z możliwych wariantów: w padającym śniegu, w lekkim puszystym śniegu po pas, po przejaśnieniu na lżej nachylonych stokach, by na koniec naszej podróży zaliczyć soczyste linie i długie, kilkukilometrowe zjazdy. Plan mięliśmy bardzo ambitny jednak zweryfikowały go warunki pogodowe i stabilność pokrywy śnieżnej. Udało nam się przeczesać lekko dostępne szlaki będące freeridową wizytówką ośrodka – Kobi, Bidari, Chrdil, a dzięki pomocy naszych przewodników zaliczyć najlepsze linie tego sezonu, zachwycić się bezkresem Kaukazu i przekonać się, że opowieści o tutejszym śniegu nie są bajką.

Dopełnieniem naszej wyprawy była gruzińska uczta na przedmieściach Tbilisi. To właśnie tam mogliśmy skonfrontować naszą wiedzę teoretyczną z praktyką – to co możecie przeczytać o gruzińskiej gościnności to całkowita prawda! W morzu toastów, przy domowym winie i Czaczy (lokalny bimber pędzony na resztkach winogron wykorzystywanych do produkcji wina) delektowaliśmy się lokalnymi specjałami i rozpływaliśmy się w rodzinnej atmosferze zgotowanej nam przez gospodarzy.”
Zapraszamy na krótkie video nakręcone kamerką Sony Action Cam przedstawiające jeden z naszych „puszystych” zjazdów.

Previous post

Plaza parking 04.04.13

Next post

PEZET GWIAZDĄ TEGOROCZNEJ TRASY RED BULL TOUR BUS!

The Author

Michal

Michal