KnK Longboard Camp w Słowenii to event, który kojarzy prawie każda osoba bardziej wkręcona w jazdę freeride’ową na longboardzie. W tym roku Osilinice zaatakowała 8 osobowa ekipa z Polski. W jej skład wchodzili Warszawscy królowie pushu Krzysztof Powierża oraz Maks Łobaczewski, wyjadacze z północy czyli North of Poland, young gun Kacper Tarchała oraz Łukasz Monkos i Oskar Bryja, czyli nizinni amatorzy prędkości z ekipy 4board.

Cały event trwał właściwie równo tydzień. W poniedziałek 31.07 zameldowaliśmy się na przygotowanym campingu, później szybka szamka w hotelu Kovac i chilling przed pierwszym dniem na trasie. Jeżeli mowa o noclegu, to atmosfera na campie była bardzo przyjazna, wszyscy jak jeden mąż korzystali z lodowatej wody w rzece jak i tej pod prysznicami. Rzeka była dla nas zbawieniem po 6 godzinach jazdy w potwornych temperaturach w ciągu dnia.

Pierwszego dnia niektórzy z nas poznawali trasę po raz pierwszy, niektórzy wspominali wspaniałe 18 zakrętów z poprzednich lat, a niektórzy przypominali sobie jak w ogóle jeździ się na desce. Każdy kolejny dzień to nowe wyzwania, bardziej agresywne checki na zakrętach, coraz większe prędkości na prostych i coraz bardziej brutalne gleby. Podczas eventu miejsce miało wiele ciekawych atrakcji. Zaczynając od gorących krzeseł, prostej gry znanej każdemu z czasów przedszkola, która nie mogła zostać zrealizowana bez dodatku śliwowicy, poprzez tuck race, czyli „wyścig” w pozycji zjazdowej na blatach ustawionych na wałkach od balanceboard’ów i wheel of miss fortune, czyli losowaniu bardzo dziwnego zadania związanego z jedzeniem obrzydliwych rzeczy lub piciem hektolitrów alkoholu, kończąc na Kebbek Fun Factory, czyli sześciodniowym konkursie, który polegał na robieniu i nagrywaniu w parach chorego gówna związanego z jazdą na desce, chlaniem i wieloma głupimi rzeczami. 

 

Definitywnie KNK jest warte swojej ceny. Trasa jest fenomenalna, 18 zakrętów 180 stopni, wiele małych łuczków, 2 szybsze proste. Można ją zjeżdżać zarówno bardzo zjazdowo jak i freeride’owo. 

Każdy event od BigMountainSkates i nie tylko od nich jest godny polecenia. Z tego względu każdemu, kto miał już przyjemność zjeżdżać na Izdebkach czy na Senince, polecam dopracowywać swoje slajdy, przekonywać się do większych prędkości i atakować KNK w przyszłym roku, ponieważ jest to miejsce, które definitywnie każdy powinien zaliczyć w swojej longboardowej karierze. Rozstrzał skillowy wśród uczestników był całkiem spory. Zaczynając na takich riderach jak Emilly Pross, James Kelly i Patrick Lombardi, których spotykaliśmy na zakręcie numer 8 gdy zjadali nas na prostej, a kończąc na osobach, które znały jedynie slajdy na rękawicach i cisnęły colemany śmierci na prostych, które zagrażały życiu innych. Niemniej jednak ci słabsi na pewno wiele wynieśli z wyjazdu na KNK, ponieważ trasa błędów nie wybacza, o czym każdy z nas przekonał się na własnej skórze.

Nie wiem co więcej właściwie dodać, z całą pewnością każdy taki wyjazd jest warty swojej ceny. Komfort jazdy na zamkniętej i zabezpieczonej trasie jest bezcenny, a możliwości rozwoju są praktycznie nieskończone.

Pisał dla Was poobijany, ale jakże zadowolony Oskar Bryja!

Previous post

Eiki Helgason - Ísland Born - Bonus Interview The Mini Ramp

Next post

Nitro Presents 28 WINTERS Mini Teaser (snowboarding)

The Author

Łukasz Monkos

Łukasz Monkos