W moim życiu staram się niczego nie robić na pół gwizdka. Jak jeżdżę na desce, to albo wkładam w to całą energię, albo nie wpinam się wcale. Jak idę do szkoły, to wytrwale pracuję i skupiam całą swoją uwagę na tym, co się dzieje na zajęciach.
A jak idę do McDonalda, to wynoszą mnie na noszach z objawami chorobowego przejedzenia. W tym roku, gdy razem z moim kumplem i współlokatorem Piotrkiem Janoszem zastanawialiśmy się, jak spędzić Nowy Rok, kierowaliśmy się tylko jednym – żeby nie był to sylwester na pół gwizdka.
Jak jeździć na śniegu, to do upadłego, jak imprezować… to po całości. Wybór był więc prosty. Zdecydowaliśmy się pojechać do ośrodka narciarskiego Orcieres we Francji z najbardziej przebojową ekipą, którą są SnowCampowcy. Zgodnie z naszą mantrą, nic nie było na pół gwizdka. Śniegu mieliśmy więcej, niż potrafiliśmy zjeździć, imprez więcej, niż pozwalało nam na nie zdrowie, a świetnych ludzi tyle, że nikt nie miał prawa być samotny.
Tuż przed naszym przyjazdem spadło blisko pół metra śniegu, i co dwa dni regularnie dosypywało kilkadziesiąt centymetrów świeżego puchu. Kto nie był na tegorocznym SnowCampie, ma czego żałować! Mieliśmy naprawdę doskonałe warunki do jazdy, które wykorzystaliśmy do maksimum. Co dzień łapaliśmy pierwszy ślad na off piste’ach gdzie i obozowicze z dnia na dzień czuli się coraz swobodniej. Sypaliśmy skocznie w dziewiczym puchu, skakaliśmy ze skałek i wspinaliśmy się po stromych zboczach w poszukiwaniu jeszcze intensywniejszych wrażeń. Kto miał jeszcze moc w nogach, trenował z Piotrkiem w snowparku lub skakał na specjalnie przygotowanym dla nas Air Bagu. Gdyby nie to, że Monster Energy cucił nas swoimi napojami, nikt po tak intensywnym dniu, nie miałby sił na klubową kontynuację. No ale nic na pół gwizdka. Półlitrowy Monster stawia na nogi błyskawicznie. Do rana bawiliśmy się w lokalnych klubach przy na prawdę genialnych rytmach serwowanych przez naszego SnowCampowego Dja. Tańczyliśmy, piliśmy, śmialiśmy się, właściwie to czego my nie robiliśmy?! Naprawdę świetnie się bawiłem. Francuska coca-cola smakuję mi najlepiej. Z bagietką i jambonem (francuska szynka) na śniadanie, nawet po najhuczniejszej imprezie, jestem gotowy na kolejny dzień wrażeń, a SnowCamp przygotował ich dla nas całą masę.
Szkoda, że sylwester jest raz w roku, szkoda, że w 2012 ma być koniec świata. Jesteśmy z Piotrkiem jednak gotowi na koniec, ale nie odejdziemy na pół gwizdka! Na pewno pojedziemy jeszcze na SnowCamp. Oni wiedzą, jak to się wszystko robi!

Previous post

Marcin Kordek - R5 Classick Part

Next post

Michał Ligocki drugi w Pucharze Europy w Les 2 Alpes

The Author

Justyna

Justyna

No Comment

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*